Producenci zabudów chłodniczych i izotermicznych montowanych na podwoziach dostawczaków, ciężarówek i naczep przeżywają swoje najlepsze dni. Przewoźnicy masowo wymieniają tabor na nowy, ponieważ muszą dostosować warunki transportu artykułów spożywczych do zaostrzonych wymagań Unii Europejskiej.
Według szacunków, w ubiegłym roku polskie firmy transportowe kupiły około 6 tys. takich zabudów montowanych na różnych podwoziach samochodów, przyczep i naczep. Dzięki temu klienci w zależności od indywidualnych potrzeb mogą wybrać dowolną markę i wielkość pojazdu, a także ładowność i pojemność zabudowy. Nadwozia i pojazdy, na życzenie klientów, mogą być dodatkowo wyposażone w drzwi boczne, burty samozaładowcze, haki do przewozu półtusz, foliowe kurtyny w drzwiach, drugi poziom załadunku, wewnętrzne ścianki działowe i agregaty dwu parownikowe – do przewozu jednym pojazdem kilku asortymentów towarów w dwóch różnych temperaturach (np. 0° C i –20°C).
Sztuka wyboru Najbardziej zaawansowane technologicznie są zabudowy chłodnicze i lodownie przeznaczone do przewozu artykułów żywnościowych zamrożonych i głęboko zamrożonych. Pozwalają one na przewóz towarów w dowolnie zadanej i kontrolowanej temperaturze do–20 °C (chłodnie) i –30°C (lodownie). Dodatkowo, w celu zminimalizowania strat temperatury przy otwieraniu drzwi, lodownia wewnątrz jest podzielona na komory z oddzielnymi drzwiami.
Z kolei nadwozia izotermiczne są przeznaczone do przewozu towarów wrażliwych na skoki temperatur – w stabilnej wilgotności powietrza i temperaturze od +12°C do 0°C. Ściany, dach i podłoga nadwozi chłodniczych i izotermicznych ma budowę „sandwiczową” (blacha-pianka-blacha) o bardzo niskim współczynniku przenikania ciepła, przy czym w zabudowie izotermicznej grubość ścian wynosi 40 mm, a w chłodni i lodowni od 60 do 80 mm.
Standardowe zabudowy są wyposażone również w dwuskrzydłowe drzwi tylne, otwierane pod kątem 270 stopni oraz podłogi aluminiowe z blachy gładkiej i ryflowanej lub antypoślizgowe, wylewane z tworzyw sztucznych. Oprócz właściwej izolacji, o wysokich parametrach chłodzenia decydują również odpowiednie agregaty chłodnicze. Dobór agregatu chłodniczego do pojazdu uzależniony jest m.in. od: przeznaczenia i wielkości komory chłodniczej, jakości wykonanej izolacji, dystansu między załadunkiem a rozładunkiem i częstotliwości otwierania drzwi.
Co u kogo? Jednym z wiodących producentów zabudów chłodniczych jest Igloocar z Dębicy. „50% wytwarzanych przez nas zabudów stanowią izotermy, 30% chłodnie, 10% furgony uniwersalne (bez generatorów chłodniczych, np. do przewozu pieczywa) i 10% zabudowy specjalne, takie jak lodownie i zabudowy do przewozu napojów” – informuje Anatol Łucarz, szef działu handlowego tej firmy. Jego zdaniem zauważalna jest stała tendencja wzrostu liczby zamówień na zabudowy montowane na podwoziach samochodów ciężarowych o dmc powyżej 12 ton.
Igloocar produkuje swoje zabudowy wyłącznie z poszyciami z laminatu poliestrowo-szklanego, dzięki czemu klienci otrzymują produkt charakteryzujący się wysoką trwałością. Obecnie czas realizacji zamówienia wynosi około 14÷16 tygodni. Z kolei Maciej Michalski, dyrektor administracyjny w firmie Pozkrone, generalnego importera pojazdów Krone mówi, że najbardziej popularne są 33-paletowe nadwozia. Na realizację zamówienia w jego firmie trzeba czekać około 12 tygodni.
Tomasz Walter z EWT Truck & Trailer Polska, generalnego przedstawiciela Schmitz Cargobull AG w Polsce przyznaje, że sztandarowy produkt tej firmy to trzyosiowa naczepa chłodnicza lub izotermiczna do przewozu 34 europalet. Chłodnia SKO (w wersjach standardowej 87 m3 i mega 94 m3) ma wzmocnioną przyczepy chłodnicze lub izotermiczne. Dostępne są różne grubości ścian bocznych (25, 45 i 60 mm). Do ich budowy służą płyty Ferroplast. Ferroplast składa się z podwójnej warstwy metalu wypełnionej pianką izolacyjną. Jest bardziej odporny na dyfuzję pary wodnej i uszkodzenia mechaniczne niż inne ścianki. Ponadto licujące listwy w ścianach bocznych służące do zabezpieczania ładunku, doskonale wpasowane konstrukcyjnie w panel z Ferroplastu, nie niszczą ładunku, pozwalają na łatwe utrzymanie higieny w naczepie, a przede wszystkim uprawniają do uzyskania certyfikatu zabezpieczenia ładunku wg normy DIN EN 12642. Realizacja zamówienia wynosi około 4 tygodni.
„Nasza przewaga nad konkurencją to nie tylko krótki okres wykonania zabudowy, zastosowane materiały i technologie, ale również doświadczenie” – dodaje Tomasz Walter. Schmitz Cargobull produkuje naczepy chłodnicze od 35 lat, a od 25 lat stosuje technikę klejenia zabudowy (bez nitów lub śrub) oraz samonośną konstrukcję z zastosowaniem krótkiej ramy, do której zamocowane są osie. Nic dziwnego, że według różnych szacunków Schmitz przejął ok. 45% krajowej sprzedaży naczep chłodni. Pozostała część rynku należy w dużym stopniu do firm Wielton, Kögel, Krone i Chereau. Ceny są zbliżone. Przeciętnie za nową naczepę chłodniczą o pojemnośći 87÷89 m3 trzeba zapłacić od 200 do 220 tys. zł.
Hossa w dostawczakach Firma Tramp z Zabrza nie czuje się zagrożona utytułowanymi producentami, ponieważ specjalizuje się w zabudowach chłodniczych dostawczaków. „Samochody dostawcze do 3,5 t z zabudową chłodniczą zdobywają ogromną popularność ze względu na ostre limity czasu pracy, które wprowadzono dla kierowców większych pojazdów. Z tego powodu niemal zniknął rynek zabudów chłodniczych na samochodach o nośności 7,5 t” – wyjaśnia politykę firmy Tadeusz Mikusz, dyrektor techniczny. Ponadto jego zdaniem, dostawczakiem dużo łatwiej wjechać do coraz bardziej zatłoczonych centrów miast. To kolejny dobry prognostyk dla tego producenta zabudów.
W dostawczakach nie wszystko idzie jednak gładko jak po stole. Wprawdzie z roku na rok wyraźnie rośnie popyt na izotermy i chłodnie, za to spada liczba zamówień na lodownie do transportu produktów spożywczych w temperaturach zbliżonych do –30°C. Według Tadeusza Mikusza na razie przewoźnicy korzystają z bogatej oferty używanych lodowni w krajach Europy Zachodniej, zdecydowanie tańszych od nowych zabudów. Jednak w ostatnich dwóch latach mocno „wyczyszczono” ten rynek i wkrótce może pojawić się zainteresowanie klientów nowymi zabudowami.
Zabudowy chłodnicze Trampa na samochodach dostawczych charakteryzują się większą trwałością i mniejszą masą niż produkty niektórych konkurencyjnych firm, ponieważ poszycie zewnętrzne zbudowane jest z laminatu poliestrowo-szklanego, a nie z blachy. Ponadto warstwę izolacyjną stanowią klejone, a nie wypełniane panele, dzięki czemu nie ma obaw, że w niektórych miejscach pianka ma mniejszą gęstość i w związku z tym niższą izolacyjność.
„Nasza metoda zapewnia idealnie równą powierzchnię, a więc izolacja termiczna jest w każdym punkcie ściany taka sama” – podkreśla Tadeusz Mikusz. Koszt zabudowy chłodniczej zależy od jej przeznaczenia, wielkości, zastosowanej technologii izolacji, materiałów oraz agregatów. Cena standardowej izotermy o pojemności 3 m3, wykonanej na podwoziu samochodu dostawczego do 3,5 t wynosi około 12 tys. euro, natomiast lodownie o podobnych parametrach i z pełnym wyposażeniem kosztują nawet 18 tys. euro.
Serce chłodni Jednym z kluczowych składników zabudowy i jej kosztów jest agregat chłodniczy. Cena tego urządzenia zależy od marki i typu. Najnowsze modele agregatów chłodniczych to urządzenia przyjazne dla środowiska, emitujące mniej hałasu i substancji szkodliwych dla atmosfery, łatwe w użytkowaniu przy zachowaniu zaleceń producenta.
„Najbardziej popularne są agregaty utytułowanych firm Thermo King, Carrier i Zanetti, a ostatnio – ze względu na niską cenę, również koreańsko-chińskie składaki, które jednak – i tu chciałbym ostrzec amatorów takich urządzeń, nie mają pełnego serwisu w Polsce” – mówi Tadeusz Mikusz z firmy Tramp.
Najmniejsze agregaty stosowane w dostawczakach napędzane są przez silnik pojazdu, rzadziej przez alternator i dodatkowo, na życzenie zamawiającego zabudowę – prądem z sieci elektrycznej na postoju. W dużych zabudowach chłodniczych stosuje się agregat napędzany silnikiem pojazdu lub własnym silnikiem spalinowym i opcjonalnie na postoju – prądem z sieci elektrycznej. Najtańsze agregaty Thermo King i Carrier kosztują 2100 euro, a z montażem i przystawką – 2800 euro. Za największe urządzenia podpodłogowe trzeba zapłacić nawet ponad 20 tys. euro.

|